sobota, 10 maja 2014

Bracia. Część druga

Normalnie nie mam problemów z większością obliczeń. Wzory wchodzą mi do głowy automatycznie, cyfry układają się przed oczami jak na zawołanie. Choć większość ludzi nazywa to smykałką do matematyki, dla mnie to wszystko jest po prostu logiczne i nie wyobrażam sobie, że dla kogokolwiek może stanowić czarną magię. A przynajmniej tak było zazwyczaj. Dzisiaj jednak mój mózg pracował na zwolnionych obrotach. Wyniki się nie zgadzały, wzory nie pasowały, wspaniały świat liczb zamiast przemawiać do mnie, jak to zawsze czynił, tym razem wypiął się dokumentnie.

czwartek, 1 maja 2014

Bracia. Część pierwsza

            Rok 1949 był dla mnie i dla mojej rodziny łagodnie mówiąc, gówniany. Najpierw stracił pracę mój starszy brat, Dean. Nie, żeby go wywalili dyscyplinarnie, czy coś. Zwykła redukcja etatów. Choć właściwie powinno się to nazwać rzezią niewiniątek, ponieważ Illinois Aviations jednego tylko dnia wyrzuciło na ulicę ponad siedmiuset pracowników. Spadek zamówień, te sprawy. Ale ok, to jeszcze nie koniec świata, miałem przecież trzech innych pracujących braci, no i sam czasami przynosiłem jakieś drobniaki do domu. Trzymaliśmy się razem, cała piątka rudych chłopów. Rodzice zginęli w wypadku kolejowym ponad dziesięć lat temu – eksplodował moduł napędowy w SkyRunnerze, którym wracali z delegacji. Od tego czasu wychowywał nas właśnie Dean. Nas, czyli dwudziestotrzyletniego Evana, dwa lata młodszego Seana i Patricka, który był rok starszy ode mnie. Z racji koloru włosów wszyscy przezywali nas Czerwonymi O’Brienami. W zasadzie wolałem, kiedy tak na mnie wołano, niż posługiwano się właściwym imieniem. Co też rodziców podkusiło, żeby mnie nazwać Cathal… Może w Starym Kraju to coś znaczyło, jednak tutaj był to tylko debilny wyraz, z którego wszyscy się śmiali.