sobota, 12 kwietnia 2014

Bohater. Część czwarta

Świr. Psychol. Niebezpieczny wariat. Samobójca. Tak określało go starsze pokolenie, zamieszkujące monumentalną Pajęczynę. Młodym imponował sprytem, siłą i niezwykłymi zdolnościami. Jak bardzo niezwykłymi – tego nie wiadomo, bo w zasadzie nikt go nie widział. Przekupieni pieniędzmi i alkoholem dieselpunkowie wypowiadali się o nim z wyraźnym strachem, pomieszanym ze wstrętem. Rujnował im hierarchię, psuł zabawę i interesy. Mieszał się w nie swoje sprawy.  I przede wszystkim nie okazywał należnego im szacunku.  A szacunek to podstawa.

Peggy przejrzała wszystkie zebrane dotychczas informacje: wywiady, zasłyszane urywki konwersacji, własne spostrzeżenia. Nie było tego wiele. Najwyraźniej tajemniczy bohater, który wyratował ją z nieciekawej sytuacji, bardzo cenił sobie swoją prywatność. Ciężko szukać kogoś, kto nie chce być znaleziony, a w dodatku nie istnieje żaden spójny opis jego wyglądu. Szczerze mówiąc, dziennikarka sama nie wiedziała już, czego tak naprawdę była świadkiem. Czy to rzeczywiście jedna osoba? A może to po prostu konkurencyjny gang, odbijający dieselpunkom terytorium? Same domysły, niewiele faktów. A nie da się stworzyć dobrej historii jedynie z domysłów, tego uczą młodych dziennikarzy na samym początku ich kariery. 

Dziewczyna rzuciła plik kartek na łóżko i podeszła do brudnego okna. Zbliżała się pora obiadowa, za niedługo pierwsza zmiana wyjdzie z fabryki i tłumnie ruszy do domów, zakładowych stołówek i barów. Właśnie tam najlepiej szukać osób, które mogłyby jej pomóc w poszukiwaniach. Ubrała się szybko i wyszła z pokoju. Czasu miała coraz mniej, kurczyły się także jej zasoby finansowe. Zaangażowała się całkowicie w poszukiwanie nieuchwytnego herosa, który równie dobrze mógł być zwykłym bandytą, zapominając o pierwotnym celu swojej wyprawy. Jeśli wróci z niczym, nie dość, że stanie się obiektem kpin w redakcji, to jeszcze Izaak Rottenchef, redaktor naczelny Timesa, przestanie jej ufać i przeniesie do działu towarzyskiego…

Pierwsze kroki Peggy skierowała w kierunku pobliskiej knajpy. Lokal nosił nazwę „Lutownica” i obecnie zapełniał się spragnionymi robotnikami, marzącymi o kufelku piwa. Dziewczyna siadła przy kontuarze i nie bacząc na zdziwione spojrzenia stałych bywalców, zamówiła jasne pełne. Barman, który niejedno dziwactwo już w życiu widział, bez słowa nalał jasnej cieczy i zainkasował pieniądze. Peggy wypiła łyk, by nie wzbudzać jeszcze większych podejrzeń i z trudem powstrzymała grymas niesmaku. Piwo było ciepławe, wygazowane i smakowało jak chłodziwo do silników. Mając w duchu nadzieję, że poświęcenie nie pójdzie na marne, zacisnęła powieki i wychyliła naczynie, wypijając wszystko niemalże jednym haustem. Usłyszawszy ciche pomruki uznania, czknęła głośno.

- Następny! – rzuciła do barmana, podając mu pusty kufel.

Ten ze stoickim spokojem nalał kolejną porcję alkoholu. Peggy czuła na sobie zaintrygowane spojrzenia. O to właśnie jej chodziło. Niech poddadzą ją próbie. Jeśli robotnicy uznają reporterkę za swoją, chętniej podzielą się z nią wszystkimi informacjami. To pomyślawszy, dziennikarka szybko wypiła podane piwo. Zaczęło się jej kręcić w głowie. Urodzona w skromnym, ale eleganckim domu, porządnie wychowana przez stroniących od napojów wyskokowych rodziców dziewczyna była nieprzyzwyczajona do mocnego alkoholu w dużych ilościach, w dodatku pitego na pusty żołądek. Odstawiła z hukiem puste naczynie i rozejrzała się dookoła. Teraz wszystkie spojrzenia były skupione na niej. 

- Podać coś jeszcze? – spytał barman, odbierając kufel.
- Jeszcze raz to sa…samo – zająknęła się Peggy – mam dziś dobry dzień.

Z trzecim piwem nie było już tak prosto, dziewczyna musiała wypić na dwa razy. Powoli zaczynała żałować podjętej decyzji. Gdy już miała zamawiać po raz czwarty, przysiadł się do niej obserwujący ją od dłuższego czasu mężczyzna. W tym momencie wszyscy zebrani w lokalu nagle odwrócili wzrok i wrócili do swoich spraw.

- Już wystarczy, dziecko, po następnym się wywrócisz, a wierz mi, nikt tu nie będzie cię odprowadzał do domu. – Nowy towarzysz Peggy skinął na barmana, który bez słowa wyjął spod lady misternie zdobiony, cynowy kufel i napełnił go zupełnie innym trunkiem: ciemnym, pienistym i wnioskując po osadzających się na naczyniu kroplach, zimnym piwem. Podał go mężczyźnie i dyskretnie wycofał się do pomieszczenia służbowego. – Powiedz, moja droga, czemu miała służyć ta demonstracja?

Peggy otrząsnęła się, żałując, że jej umysł jest w tym momencie zamroczony bardziej niż zwykle. 
Przyjrzała się uważniej pytającemu. Nie był już najmłodszy, reporterka oceniła go na jakieś czterdzieści, może nawet pięćdziesiąt lat. Budowę miał iście atletyczną, znoszone, ale eleganckie ubranie opinało się na jego mięśniach.  Lekko już siwiejące, czarne włosy miał zaczesane na bok, brodę starannie przystrzyżoną. Na kamizelce widniał wyszyty srebrnymi nićmi emblemat fabryki „Urban Chemicals”: stylizowana kolba i dwie skrzyżowane probówki wpisane w koło zębate. Rozsiadł się wygodnie i intensywnie wpatrywał w dziennikarkę.

- Demonstracja? Gdzieżby tam, po prostu lubię po pracy strzelić sobie jednego czy dwa…
- Pozwól, że ci przerwę, moja droga – wszedł jej w zdanie elegant – nie wyglądasz na głupią, ja też nie mam pustej retorty zamiast mózgu, nikt nas nie podsłuchuje, więc rozmawiajmy szczerze.  Może zacznijmy od prezentacji, jak na kulturalnych ludzi przystało. Moje imię Jake Collins, inżynier.
- Peggy Sparks, dziennikarka – odparła dziewczyna i natychmiast ugryzła się w język – cholera, tyle w kwestii mojego incogonito… znaczy, incognito. Niech to, mocne tu macie piwo!
- To akurat był sikacz dla obcych. Bez urazy. Mogę spytać, co sprowadza w te rejony dziennikarkę z Centrum?
- Miałam opisać życie w Pajęczynach. Pokręcić się to tu, to tam, poobserwować ludzi, zrobić kilka zdjęć i wyjechać. Chciałam, żeby ludzie w Centrum dowiedzieli się, że nie wszędzie żyje się tak wspaniale. Bez urazy.
- Mówisz w czasie przeszłym – Collins spojrzał na dziennikarkę znacząco – coś się zmieniło?

Peggy przysunęła się bliżej rozmówcy, omal przy tym nie spadając z wysokiego krzesła i zniżyła głos do konfidencjonalnego szeptu.

- Spotkałam kogoś. Tak myślę. Znaczy, on spotkał mnie. To jest, najpierw spotkałam tutejszą złotą, dieselpunkową młodzież, a potem on spotkał ich. I pobił. Szlag, jak ja bełkoczę! W każdym razie, szukam człowieka, który podobno opiekuje się tą Pajęczyną. Wszyscy udają, że nie wiedzą, o kogo pytam, a ja wiem, że coś ukrywają. Przede mną.

Starszy inżynier spuścił wzrok i odetchnął głęboko. Dopił zawartość kufla i wstał od kontuaru.

 - Chodźmy się przejść, przyda ci się świeże powietrze. – To mówiąc, podtrzymał lekko zataczającą się Peggy, kiedy schodziła ze stołka: - odnoszę wrażenie, że mam do opowiedzenia historię, która może cię zainteresować.

12 komentarzy:

  1. Dobry samarytanin, a może sam zamaskowany bohater? Patrząc z innej strony, może chce się jej pozbyć. Pokojowo, czy brutalnie? Zamiast odpowiedzi same pytania.
    P. S. Wódki wypije morze, a po jednym piwie jestem pijana . Czyżby kobiety tak miały?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, wypiła ich trzy pod rząd, półlitrowe, duszkiem i to na głodnego. Też bym miał helikopter :D

      Usuń
  2. Ja po jednym mam odjazd i horyzontalne spojrzenie na świat. A na pusty żołądek wystarczyłby chyba łyk.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam.

    No, no... Peggy ma niezły spust, nie powiem :D. "Demonstracja" chyba jej nawet wyszła, nie wiem tylko, czy z zadowalającym efektem. A szanowny pan Inżynier? Zamierza wykorzystać sytuację, czy faktycznie porozmawiać z dziewczyną, jak profesjonalista z profesjonalistą? Jeżeli to drugie, to historia faktycznie może się okazać ciekawa... Czekam na kolejną notkę!
    A tak z innej beczki, to widzę, że wyjustowałeś tekst... no, i teraz jest elegancko :33.

    Pozdrawiam
    Alleka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wyjustowany faktycznie wygląda lepiej. Tylko dalej z akapitami mam problem, edytor tekstu w bloggerze nie za bardzo chce je wstawiać, trzeba kopiować z Worda. Co do postaci inżyniera, to zdradzę tylko, że to pozytywna postać, tak dla odmiany. Więc Peggy tym razem nie ma się czego bać :)

      Usuń
  4. Nie wiem czy to tylko moje wrażenie, ale w oczach mi się mieni. Czcionka niby duża i wyraźna, ale ciężkostrawna zawartość dla oczu. Przynajmniej moich. Jeśli możesz dodać na blogspota widget pozwalający śledzić bloga poprzez Kindle (albo przynajmniej przeglądać wybrane posty).

    Pozdrawiam,
    L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O takim widgecie nic nie wiem, nie ma go w opcjach. Musiałbym poszukać. Co do czcionki i kontrastu - testowałem przeróżne opcje i kompozycje i ta wydawała mi się najlepsza. Zdaję sobie sprawę z tego, że długi tekst źle się czyta na ekranie, dlatego nieco skróciłem opowiadania. Mogę jeszcze spróbować zwęzić kolumnę z tekstem, może to uprzyjemni czytanie. Generalnie moje skille kończą się na pisaniu i nie obejmują tworzenia stron internetowych i szablonów :P

      Usuń
    2. Racja. Wtyczka o której mówię (Kindle) dostępna jest na WP. Z blogspotem nie wiem - nie testowałam. Nie ma tragedii, bo co prawda z przerwami, ale przeczytałam całość z dużą przyjemnością. Być może wystarczy standardowe wytłuszczenie albo kursywa :)

      Usuń
  5. Czekam na dalszy ciąg

    OdpowiedzUsuń
  6. E tam, ja czytam głównie na telefonie (na PieCyku jest za dużo rzeczy, które odciągają mnie od tego typu czynności) i nie narzekam. ; )
    Znalazłem chyba tylko jedną literówkę, ale jak na złość nie mogę jej teraz znaleźć.
    Ciekawi mnie jaką historię Collins jej opowie.
    Pozostaje mi jedynie życzyć Ci odrobiny wolnego czasu, weny i chęci do pisania
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Czas akurat jest, chęć też, z weną bywa różnie. Ale kolejna część powinna być za niedługo.

      Usuń
  7. Ciekawy rozwój wydarzeń, świetnie się zapowiada : ]

    OdpowiedzUsuń