piątek, 28 marca 2014

Bohater. Część druga

Dzień Peggy rozpoczął się bardzo wcześnie. Słońce nie zdążyło jeszcze zajrzeć do jej małego apartamenciku na skraju Midtown, wynajmowanego wspólnie z milkliwą i zamkniętą w sobie studentką trzeciego roku medycyny, kiedy dziewczyna była już ubrana i przeglądała przygotowane uprzednio notatki. Dziennikarka zazwyczaj nie miała problemów z ubraniem się do pracy, (co było raczej zasługa małej szafy i niskiej pensji, niż zmysłu modowego) tym razem jednak długo zastanawiała się, co na siebie założyć. Jechała w końcu nie do eleganckiej siedziby redakcji Timesa, tylko do Okręgów Zewnętrznych, cieszących się złą sławą dzielnic robotniczych na obrzeżach Chicago. Żakiet i pantofelki raczej nie wchodziły w grę. W końcu zdecydowała się na zestaw, który uznała za najbardziej „robotniczy”: prostą, czerwona sukienkę z białe grochy, na to pelerynkę od deszczu (zapowiadano pogorszenie pogody), wygodne buty na małym obcasie i swój nieodłączny kapelusz. Podobny komplet ubrań na zmianę spakowała do niewielkiego, podróżnego neseserka.  Do torebki włożyła zdobyte od różnych informatorów przydatne adresy, numery linii omnibusowych, przenośny mikroaparat do dagerotypów oraz prezent od Georga z działu graficznego – mały, dyskretny rewolwer. Nie spodziewała się większych kłopotów, ale nie była też idiotką i wiedziała, gdzie się udaje. Sprawdziła stan magazynka, popatrzyła na siebie w lustrze, wzięła głęboki oddech i wyszła z mieszkania.

sobota, 22 marca 2014

Bohater. Część pierwsza.

Ach, Chicago! Cóż za piękne miasto! Klejnot w koronie Północnych Stanów. Słynne z imponujących jezior, przemysłu chemicznego i metalurgicznego oraz największego na kontynencie imperium medialnego, zwanego Korporacją Hermesa. W rękach jednego, tajemniczego człowieka, który przybrał imię po starożytnym bóstwie spoczywa kilkadziesiąt gazet, magazyny, czasopisma, nawet rozgłośnie radiowe, o których sceptycy mówią, że wypierają powoli tradycyjny druk. A najświetniejszą, najstarszą i najbardziej poważaną z gazet chicagowskich jest Times, wydawany nieprzerwanie od 150 lat. Jego pracownicy niestrudzenie poszukują prawdy o otaczającym ich świecie, aby przekazać ją spragnionym wiedzy i wiadomości mieszkańcom. Dziennikarze tropią sensacje, wyjaśniają mity oraz rozprawiają się z kłamstwem i obłudą.  Grupą kilkunastu doświadczonych reporterów i reporterek dowodzi słynny ze swej stanowczości i nosa do znajdowania najciekawszych tematów redaktor naczelny Izaak Rottenchef, przez najbliższych przyjaciół poufale zwany Izzim. 

poniedziałek, 17 marca 2014

Wyścig. Część czwarta.

Uwielbiam tę chwilę tuż przed samym startem. Adrenalina buzuje w żyłach, serce i umysł dostrajają się do maszyny. Człowiek i jego pojazd zaczynają tworzyć jeden organizm. Jedną konstrukcję, której przeznaczeniem jest przetrwanie i wygranie. Kiedy osiąga się taki stan, można odnieść wrażenie, że jest się absolutnie niepokonanym.
Problem w tym, że pozostali uczestnicy rajdu też tak o sobie myślą. Każdy z pozostałych automobilistów jest w tej chwili maksymalnie skoncentrowany i zorientowany na wygrywanie. Silniki warczą na jałowym biegu, jakby ostrzegały innych przed próbą zbliżania się. Przed chwilą wynalazcy, sprawujący pieczę nad stalowymi potworami zakończyli dokonywanie ostatnich poprawek i uciekli z linii startu. Czujki wypatrujące na dachach zbliżającej się policji dały znać, że jest czysto i można zaczynać. Szybki przegląd tablicy kontrolnej. Poziomy paliwa i oleju - sprawdzone. Temperatura silnika - w normie. Hydraulika - działa. Manualne sterowanie dopływem mocy - w porządku. Wszystkie lampki zielone. Vulcan gotowy do startu.