piątek, 7 lutego 2014

Wyścig. Część trzecia.

Nawet nie wiem, kiedy minął kolejny dzień. Każdą wolną chwilę spędzałem w warsztacie, przygotowując maszynę do Azjatyckiej Pętli. Jadłem byle co, na szybko, spałem może kilka godzin. Nie obyło się oczywiście bez problemów technicznych. Wehikuł, który modyfikowałem to niemłody już Vulcan, konstrukcja całkiem udana, choć pechowa. Jej pech polegał na tym, że prawie każdy kierowca, który jeździł Vulcanem, przez większą część wyścigu był na prowadzeniu a dopiero przed metą ulegał jakiemuś zazwyczaj nieprzyjemnemu wypadkowi. Podobnie było z rajdowcem, z którym ścigałem się kilka miesięcy temu. Na ostatnim zakręcie zerwał mu się cały układ sterujący, co zapewniło mi wygraną - i zgodnie ze zwyczajowym prawem Podziemnej Ligi, dało prawo do zabrania jego automobilu.

niedziela, 2 lutego 2014

Wyścig. Część druga.



Reszta zmiany upłynęła mi w miarę spokojnie. Pomijając awarie bezawaryjnych maszyn i niekompetencje najlepszych pracowników z kraju, produkcja ruszyła całkiem sprawnie. Do tego udało mi się zwinąć kilka zwojów obwodów do podkręcenia regulatorów i tubkę uszczelniacza. Słowem, udany dzień.
Powrót do domu trwał jeszcze dłużej, niż dojazd do zakładu. Do zwyczajowych korków dołożył się jeszcze wypadek na zbiegu Szóstej Magistrali i Alei Wyzwolenia Teksasu. Jakiemuś nieszczęśnikowi eksplodowała komora paliwowa. Pewnie stał godzinę z włączonym silnikiem a potem chciał zdążyć na światłach. Rozsadziło przy tym jeszcze dwa inne samochody i starożytną, parową rikszę. Cóż, to pewnie wznowi protesty ekologów i wariatów z Towarzystwa Parowego. Jakby jeden wypadek mógł cofnąć lata postępu...

sobota, 1 lutego 2014

Wyścig. Część pierwsza.

Na szybko, tytułem wstępu: nowe technologie zmieniły całkowicie możliwości początkujących pisarzy. Nie trzeba już znajomości i samozaparcia, by publikować. Wystarczy jako takie połączenie z internetem, pierwsza z brzegu platforma blogowa i sprawna klawiatura, żeby cały świat mógł widzieć nasze teksty. Większość blogerów dzięki temu zalewa tak zwaną blogosferę swoimi przemyśleniami, swoim spojrzeniem na świat i swoim życiem. Ja nie jestem na tyle zarozumiały, by wtłaczać innym mój światopogląd i zanudzać opowiadaniami, co jadłem na śniadanie. Zamiast tego, skorzystam z tych nowych możliwości, aby podzielić się z Wami moimi wizjami innego świata. Świata podobnego do naszego a jednocześnie odmiennego.

Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby rewolucja przemysłowa miała miejsce nieco wcześniej - na przykład w XVI wieku. Kilka genialnych umysłów, zamiast być prześladowanymi za rewolucyjne poglądy, dostaje od władców swych państw fundusze i wsparcie.Starożytne greckie projekty prymitywnego silnika parowego nie zostają zapomniane, a udoskonalone i wykorzystane w praktyce. Wiek Pary nastaje mniej więcej dwieście lat wcześniej, niż w naszej Europie. Co więcej, technologia parowa wykorzystywana jest nie tylko w przemyśle, ale i w wojnie. Dzięki poznaniu nowych rozwiązań inżynieryjnych rodzą się nieznane u nas imperia, tworzy się zupełnie inny ład społeczny i polityczny... Brzmi znajomo? Powinno, bo to z grubsza założenia steampunku, podgatunku fantasy. Innymi słowy - było. Jakkolwiek jest to bardzo interesujące, nie o takim świecie chciałem pisać.

Steampunkowe maszyny są ładne. Lśniące, czyste, zasilane ekologiczną parą. Jednak świat nie stoi w miejscu. Opracowuje się projekty nowych silników, zasilanych nie powietrzem, a ogniem. Nowe paliwo, ropa, zajmuje miejsce eleganckiego kotła z gorącą wodą. Ropa jest potężniejsza. Brudniejsza. Brutalniejsza. Nadchodzi nowa era dla świata. Era ryczących maszyn i rozgrzanego smaru. Nadchodzi dieselpunk.